//////

Twórcy i kreacje

PRAWYKONANIE SPECJALNE

Potem już przemówiła muzyka; odbyło się prawykonanie specjalnie na tę uroczystość napisanych trzech dzieł wybitnych radzieckich kompozytorów. Choć były to zaledwie okolicznościowe miniatury, trwające nie dłużej niż 5 do 8 minut, w każdym przypadku mieliśmy do czynienia z kompozycją znako­mitą, w pełni godną swego twórcy. Co ciekawe, wszystkie mniej lub bardziej wyraziście nawiązywały do tradycji, i to bądź rosyjskiej, bądź niemieckiej. Rozpoczął piękny Kant uroczysty Alfreda Sznitkego na skrzypce, fortepian, chór i orkiestrę ze słowami cerkiewnych życzeń „Mnogaja leta!”; w swych głębokich pokładach odwoływał się trochę do muzyki staroruskiej, trochę do zachodnioeuropejskiego baroku. 

GOSPODARZ SALI

Do mikrofonu zaś podszedł gospodarz sali, rektor Konserwatorium Borys Kuli­kow, przystępując do odczytywania uroczystej mowy, zresztą, jak okazało się z reakcji sali, cokolwiek przydługiej. Przypomniał Kulikow genealogię Roż­diestwienskiego i pochodzenie jego nazwiska — nadal je przodkom dyrygenta, prawosławnym duchownym, Najświętszy Synod w dowód uznania dla ich wybitnych zasług dla cerkwi; przypomniał jego magnificencja i to, że Rożdie­stwienski przez całe swoje życie uporczywie i odważnie szedł i nadal idzie do przodu – choć tak wielu próbowało go zatrzymać, prowadząc przy tym grę, jak w Damie Pikowej, nie do końca uczciwą (sala w lot pojęła aluzję do głośnego przed laty skandalu, gdy jubilatowi, Sznitkemu i Lubimowowi wła­dze i koledzy skutecznie przeszkodzili w realizacji ich wersji dzieła Czajko­wskiego na scenie Grand Općra w Paryżu).

ORKIESTRA WKROCZYŁA NA ESTRADĘ

O siódmej otwarto drzwi sali; na estradę wkroczyła orkiestra, a także Państwowy Chór Kameralny ZSRR, którymi w pierwszej części wieczoru miał dyrygować Walerij Polański. Wraz z nimi pojawili się małżonka oraz syn jubilata – skrzypek Aleksander Rożdiestwienski; w loży honorowej zasiadła 91 -letnia matka bohatera wieczoru – sławna śpiewaczka Natalia Rożdiestwien- ska, znana głównie dzięki znakomitym nagraniom operowym i pieśniarskim, jakich dokonywała w charakterze solistki radzieckiego radia; nie opodal uj­rzeliśmy jeszcze sławniejszego jej rówieśnika — Iwana Kozłowskiego. Za­brzmiały fanfary i w burzy oklasków na widownię wkroczył jubilat, zasiadając na oczekującym go honorowym miejscu w jednym z pierwszych rzędów. 

JUBILEUSZOWY WIECZÓR

Z okazji jubileuszowego wieczoru ujawniono i to, że Rożdie­stwienski w domowym zaciszu obcuje z muzyką i jako kolekcjoner, zbierając poświęcone swej ulubionej dziedzinie sztuki znaczki pocztowe, – zabawki i dzieła malarskie. Na uroczysty koncert goście zaczęli zjeżdżać do Wielkiej Sali Konserwa­torium już przed szóstą. W trzech punktach foyer grały zespoły kameralne złożone z muzyków orkiestry jubilata, a sam maestro, ulokowawszy się pod sławnym płótnem Ilji Riepina Kompozytorzy słowiafccy, z dostojeństwem przyjmował gratulacje, kwiaty i okolicznościowe upominki. A kogóż wśród gratulujących nie było! Przyszli i koledzy-dyrygenci, i pianiści (Pietrow, Ba­szkirów), i muzykolodzy (Tarakanow, Zadieracki), i ministrowie (Gubienko), i dyplomaci (ambasador USA Matlock); podchodzili do mistrza i zwykli śmiertelnicy, po złożeniu życzeń prosząc o autograf na wydanym z okazji uroczystości specjalnym programie, z interesującym tekstem Manaszyra Jaku­bowa.

JESZCZE WIĘKSZY TYTUŁ CHWAŁY

Jeszcze bardziej chyba jednak pasjonowała . go zawsze i jeszcze większy tytuł do jego chwały stanowi uporczywa pene­tracja nowości, muzyki dotąd nie znanej i nie wykonywanej: to właśnie Roż­diestwienski odkrył dla radzieckiej publiczności wczesne balety Prokofiewa, to on jako jedyny dyrygent poprowadził wszystkie (w tym nie ukończone) opery Szostakowicza, to on opracował i zarejestrował na płytach wiele innych utworów Szostakowicza pozostawionych w rękopisach bądź zupełnie zapo­mnianych, to on wreszcie stał się propagatorem, a nierzadko i inspiratorem, wielkiej liczby dzieł współczesnego sobie pokolenia kompozytorów radziec­kich, w tym w szczególności znakomitych liderów tej generacji: Szczedrina, Sznitkego, Gubajduliny, Denisowa, Knajfela.

PRACOWITOŚĆ I TALENT

Kiero­wał też Wielką Orkiestrą Symfoniczną Telewizji i Radia ZSRR, był głównym dyrygentem Moskiewskiego Kameralnego Teatru Muzycznego Borysa Pokrowskiego, od 1982 r. zaś stoi na czele utworzonej przez siebie Orkiestry Mini­sterstwa Kultury Związku Radzieckiego. Znajdował również czas na prowa­dzenie orkiestry Filharmonii Sztokholmskiej (była to pierwsza stała praca radzieckiego dyrygenta za granicą), londyńskiej BBC, Wiener Symphoniker. Niewiarygodna pracowitość i wielki talent Rożdiestwienskiego owocowały olbrzymią liczbą znakomitych nagrań: są wśród nich rejestracje wszystkich symfonii Schumanna i Brucknera, Czajkowskiego i Głazunowa, Rachmanino­wa i Sibeliusa, Prokofiewa (za które to nagranie otrzymał kilka płytowych wawrzynów) i Szostakowicza, a także wszystkich baletów Czajkowskiego i – wraz z małżonką, pianistką Wiktorią Postnikową – wszystkich koncertów fortepianowych Rachmaninowa.

W RAMACH CYKLU

Cyklów abonamentowych podobnie jak w sezonie bieżącym będzie aż 104, z blisko pięciuset koncertami. Numer 104 nosi cykl chopinowski, w którym grać mają Natalia Truli, Tatiana Fiedkina, Tatiana Pikajzen i Arkadij Sewi- dow. W ramach innych cykli chopinowskie recitale dadzą m.in.Wladimir Krajniew, Jewgienij Mogilewski, Naum Sztarkman, Anna Malikowa. Odręb­ne abonamenty poświęcone będą także muzyce Bacha, Mozarta (200-lecie śmierci), Beethovena, Szostakowicza (85 rocznica urodzin). Ceny pozostają bez zmian, tj. na poziomie już niemal symbolicznym – od niespełna dwóch do piętnastu rubli za cykl. A za nie mniej symboliczny fakt uznałbym widok, na który można było w Moskwie natknąć się jesienią i zimą – dwóch fleci­stów i fagocistę grających przed zasłuchanymi grupkami przechodniów Jana Sebastiana i Wolfganga Amadeusza w przejściach podziemnych i westybu­lach stacji metra; widok ów dał nawet tytuł obszernemu esejowi sumującemu obecną sytuację w radzieckiej muzyce, pomieszczonemu niedawno na ła­mach „Prawdy”. 

NA TLE DŹWIĘKÓW KOŁATKI

Na tle dźwięków drewnianej kołatki w rękach lidera zespołu bezgłośnie wygi­nał się i skręcał w symbolicznym tańcu inny drewniany instrument, złożony z kilkunastu czy kilkudziesięciu mniejszych elementów, a kształtem przy­pominający ni to węża, ni to dwugłowego ptaka… Aplauz był duży, a wśród bardzo licznej (niemal tysiąc osób) publiczności znalazł się kwiat moskie­wskiej krytyki. A przed filharmonicznymi kasami zaczęły się w kwietniu ustawiać kolejki po abonamenty na sezon 1991/1992. Nikogo tu one nie dziwiły, bo codzienny pejzaż Moskwy, co nasza prasa dostrzega raczej z rzadka, w nie mniejszym, aniżeli mityngi i pogoń za zakupami, stopniu wciąż określają wypełnione teatry, tłumy na wystawach, czytelnicy literatury pięknej nawet w metrze.